Bloog Wirtualna Polska
Są 1 202 623 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


jadą goście, jadą

czwartek, 07 sierpnia 2008 19:50

Jadą goście, jadą. Towarzystwo międzynarodowe, bo to i Polacy, Danusia i Wojtek Olendrowie, i Rosjanie, Andriej Zacharow, znany, bardzo ceniony malarz wraz z żoną, Mariką, która również maluje, najchętniej i najpiękniej kwiaty, w dodatku z  iście zegarmistrzowską precyzją. Zabrali ze sobą córkę, Polę. Pola ma 18 lat, studiuje wokalistykę jazzową. Słyszałam, jak śpiewa podczas mojego niedawnego pobytu w Polsce. Spodobało mi się tak bardzo, że z rozpędu zaprosiłam ją na przyszłoroczny festiwal jazzowy, chociaż nie wiem, co na to Jurek Szymaniuk.

W Polsce byłam zaledwie parę dni, w założeniu miał to być pobyt co najmniej 8 dniowy, niestety życie pisze swoje scenariusze i po 4 dniach musieliśmy pilnie wrócić . Z tyloma przyjaciółmi nie zdążyłam się spotkać, tyle miejsc ulubionych odwiedzić... trudno, za to teraz czekają mnie miłe chwile z gośćmi. Przyjeżdżają na 10 dni, więc jak zwykle w takich okolicznościach konieczne są zakupy. Najprościej oczywiście w Auchan. Lubię tam przystawać przed regałami z winami węgierskimi. Obok jest powieszona ogromna mapa Węgier z wyraźnie zaznaczonymi regionami, skąd pochodzą poszczególne rodzaje win. Każdy region posiada swój szczególny rodzaj wina, jak np. Egri Bikavér z Egeru, Badacsonyi Szürkebarát z okolic Balatonu, czy też Ezerjó z Mór.

 Bardzo mizernie jest wypełniony niewielki regał z winami świata. Węgrzy kupują niemal wyłącznie wina węgierskie. Ciekawe, czy u nas, kiedy będzie już można sprzedawać rodzime wina, będzie podobnie. Pewnie trzeba będzie na to poczekać ładnych parę lat. W końcu Węgry znajdują się w czołówce producentów win. Nie masz wina nad węgrzyna - zacytował znane powiedzenie podczas naszej rozmowy o winach, rednacz.  

W ogóle od sierpnia do października wszystko na Węgrzech kręci się wokół wina. Madziarzy mają wiele sposobów na promocję swoich win. Świetnym pomysłem są na przykład starannie opracowane trasy winiarskie. Turyści mają możliwość przyjrzenia się produkcji win, poznania muzeów wina oraz degustacji. Świąt i festiwali wina jest tutaj bez liku. A wszystkie odbywają się pod hasłem wspólnego winobrania, wspólnego świętowania i wspólnego picia.

Wybieramy się oczywiście na winiarskie tygodnie nad Balatonem. Właściciele winnic rozstawiają namioty wzdłuż pięknej promenady i przez cały czas zapraszają przechodzących turystów do smakowania wspaniałych win.

Póki co, wracam do swoich gości. Danusia i Wojtek byli już tutaj wiosną ale rosyjscy artyści z zachwytem rozglądają się wokół. Obwozimy ich po regionie, pokazujemy najciekawsze miejsca i  urocze zakątki Gardony. Jedno z takich miejsc  spodobało się Andriejowi szczególnie. Na łagodnych falach jeziora Velence kołyszą się spokojnie, przycumowane do nabrzeża, jachty. Jutro z samego rana artysta rozstawi tutaj swoje sztalugi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

morele suszone na sŁoncu

niedziela, 13 lipca 2008 23:22

Dawniej, robiąc zakupy w Polsce, szukałam  na półkach moreli suszonych na słońcu. Teraz przyglądam się bezradnie wielkim koszom, pełnym słonecznych owoców, rozrywam je na połówki, układam na szerokiej kamiennej balustradzie tarasu, wystawiając na palące promienie słońca.
Kiedyś, robiąc zakupy, uważnie studiowałam etykiety na butelkach czerwonych , wytrawnych win. Teraz Ferenc starannie dobiera odpowiednie wino do obiadu.
Mija niedziela. To właściwie bez znaczenia. Każdy dzień dla mnie to święto.

Wróciłam właśnie z plenerowego pikniku. Z okazji pierwszej rocznicy otwarcia małego boiska sportowego w jednej z dzielnic Gardony, dorośli upiekli ciasta, rozstawili parasole, stoliki i krzesła, zorganizowali mecze piłki nożnej w różnych kategoriach wiekowych, brali w nich zresztą czynny udział, było wielu kibiców i ogromnie dużo emocji. Hm, dziwiłam się w duchu­; z takiej okazji świętować?


Wczoraj wzięłam udział  w zupełnie innej imprezie. Miejscowości położone wokół jeziora Velence od lat organizują wspólnie maraton festiwalowy pod nazwą Festiwal Letni Nad Velence. Jest to swoista sztafeta koncertów, wydarzeń kulturalnych, jarmarków. Wszystkie odbywają się pod trzema przewodnimi hasłami: „Turystyka i Gospodarka”, „W obronie młodości, Zdrowia i Natury” oraz „Kultura”.
Każda miejscowość stara się zabłysnąć czymś innym. Trzy tygodnie temu Gardony, urocze miasteczko, w którym  zapuszczam właśnie korzenie,  pokazało modę rycerską, panie z ludowego zespołu zagrały koncert na cytrach, a na równe nogi poderwał wszystkich rewelacyjny zespół cygański.
Tydzień później miasteczko o nazwie takiej samej jak jezioro: Valence, zapraszało do rocknamiotu na koncert ponoć znanego zespołu węgierskiego.
Zaś w ostatni weekend zachwycił mnie zespół tańczący z flagami, zagrała młodzieżowa orkiestra dęta, a wszystkim imprezom towarzyszyły oczywiście kramy, jarmarki, ciasto z komina, koguciki na patyku, wata cukrowa, karuzele i wielkie tłumy. Mam to szczęście, że mogę uczestniczyć w tych imprezach jako gość specjalny, dlatego przy stołach nakrytych białymi obrusami smakuję węgierskie potrawy i piję wyśmienite węgierskie wina.


O koncertach jazzowych nad samym jeziorem i ich niepowtarzalnym klimacie, o muzeum w Budapeszcie i obrazach impresjonistów odkrytych tam przeze mnie, o cudownych termach w Gardony i wytwórni palinki napiszę później, teraz biegnę nad jezioro. To ważny rytuał każdego dnia: wieczorna kąpiel w wyzłoconych zachodzącym słońcem falach jeziora Valence.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

z kraju pachnącego papryką

czwartek, 10 lipca 2008 0:07

Albo mnie kochaj mniej, albo też bardziej, nie igraj ze mną swawolnymi słowy, weź wszystko albo wszystko miej w pogardzie, spętaj mnie całkiem lub zdejmij okowy.... z zachwytem recytuję wiersz poety z XVII w. Pulsuje uczuciem, nadzieją i … niepewnością. Odkładam tomik poezji, wracam do książki „Oswajanie marzeń”. Tytuł do mnie przemawia ale do treści odnoszę się sceptycznie. Podane sposoby na urzeczywistnienie marzeń są nieomal naukowe, podczas kiedy ja wierzę w siłę wyobraźni, w magię każdej okruszyny dnia codziennego.

Póki co, odkryłam cudowne uczucie wolności, które pojawiło się w moim życiu wraz z jego uproszczeniem. Ta wolność przywróciła mnie poezji, książkom, spacerom i zachwytom nieustannym nad urodą tego świata. Czas zaczął dla mnie zupełnie inaczej płynąć. Jakże rozumiem dzisiaj piękne wersy, które zapisano w Biblii, w Księdze Eklezjasty:” Jest pora na każdą rzecz i jest czas na każdą sprawę pod niebem.  Jest czas rodzenia i czas umierania. Czas sadzenia i czas wyrywania tego co posadzone....”. U mnie nastał  czas radości, zachwytu, miłości.

Ale co ja tutaj o miłości, poezji, marzeniach, skoro to jest blog deptakowy. Tylko, że ja już po innym deptaku biegam, inne galerie i muzea odwiedzam, z innymi ludźmi się spotykam. Więc pomyślałam sobie, że nadeszła pora pożegnań, podziękowań, rozstań. Żeby zrobić miejsce na nowe w moim życiu, muszę zakończyć stare sprawy, podziękować osobom, z którymi dotychczas było mi po drodze, zamknąć projekty, którymi się zajmowałam: Stowarzyszenie Jazzowe wraz z Festiwalem, Lubuska Fala, Przegląd Lubuski i jeszcze parę innych…   Z rednacz Przeglądu spotkałam się ostatnio w Cafe dejavu. Piliśmy kawę,  zastanawiając się co dalej zrobić z moim blogiem. Padały różne pomysły łącznie z mianowaniem mnie korespondentem z Węgier, ale dzisiaj zastanawiam się czy to ma sens.  

Zakończyć też muszę jeden z ważniejszych rozdziałów w życiu… praca, moja praca w Radiu. Dawała mi wiele możliwości poznawania wspaniałych ludzi. Wielokrotnie zrodziły się z tych kontaktów przyjaźnie, piękne inspiracje, ciekawe możliwości.

Nie dotknęłam nawet w tym wpisie pożegnań z przyjaciółmi, smutku rozstań z nimi, tęsknoty, która już się rodzi, wspomnień. Jedno wiem na pewno. Ponieważ polubiłam taki sposób porządkowania emocji i nieomal telepatycznego kontaktowania się z moimi przyjaciółmi i znajomymi,  jutro założę w Onecie swojego bloga. Jeszcze nie wiem jak będzie się nazywał, nie wiem jaki będzie, powstanie po prostu zapis mojego nowego życia. Z Węgrem i na Węgrzech. Nie mam pojęcia jaki będzie, nie wiem, kto będzie go czytał, ale to właśnie jest fascynujące. Zmieniając swoje życie dałam sobie szansę na nowe zachwyty, nowe przeżycia, refleksje. Na rozbudzenie w sobie nowej wrażliwości na inną kulturę i innych, pięknych  ludzi. Może uda mi się o tym napisać?

  


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Mas amor senor, mas amor

poniedziałek, 26 maja 2008 22:27

I co ja mam napisać? Tyle ciekawych wydarzeń kaźdego dnia na zielonogórskim deptaku a mnie tam nie ma. Dotychczas tak zabiegana, z rozpaczą spoglądająca na rosnący stos książek nieprzeczytanch, czasopism, które już dawno straciły datę ważności, pośpiesznie prasująca, niemal na sobie spódniczkę zamaszystą, aby pobiec w niej na kolejną imprezę, koncert czy po prostu na spotkanie, nagle zatrzymałam się. Przyjrzałam się swoim dniom. Zrobiłam bilans. Owszem, radości pełno, ciekawych ludzi i wzruszeń niespodziewanych również. Ale to wszystko miało być drogą prowadzącą do celu, do realizacji marzeń. A u mnie ten cel coraz dalej, jakbym na jego realizację czasu nie miała. Wszystko się pomieszało. Sądziłam, że cele uwalniają energię i tak jest w istocie, tyle, że ja tę energię skutecznie rozpraszałam. Wystraszyłam się nagle, że mogę zostać z pustymi rękami, moje cele się zdeaktualizują i nowe trzeba będzie wymyślać a skąd wiadomo czy będzie jeszcze tyle wiary i radosnego rozmachu aby nadać im dostateczną moc.

Więc nagła decyzja: muszę pójść inną drogą, zmienić swoje życie, wywrócić wszystko do góry nogami, machnąć ręką na konsekwencje, pozbyć się przekonania, że coś ważnego mnie ominie, bo w końcu okazać  się może, że to życie mnie omija a ja tego nie zauważam.

Przypomniała mi się nagle rozmowa, której zapis czytałam kiedyś w jakimś czasopiśmie. Mroczny, milczący Meksykanin, więzień, na pytanie, co czuje po wykładzie psychoterapeuty, odpowiedział: mas amor senor, mas amor. Więcej miłości proszę pana, więcej miłości.

Więc ruszam w nowe życie powtarzając: mas amor senor, mas amor.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Wegry,Wegry

środa, 14 maja 2008 11:37
 

Węgry są pięknym krajem!  Jestem tutaj od niemal trzech tygodni. Oczarowana, chodzę urokliwymi uliczkami Budapesztu, Walencji, Gardony. Odkrywam gościnność i serdeczność Węgrów, smakuję wspaniałe węgierskie wina, zajadam się papryką i oczywiście słucham węgierskich czardaszy. Zakochałam się w tym kraju! Balaton ma piękną szmaragdową barwę, przy jego brzegu rozsiadły się letnie kawiarenki, wokół panuje klimat wiecznych wakacji.

Mój pobyt tutaj to pokłosie wernisażu, który odbył się w kwietniu w Galerii Danusi i Wojtka Olendrów w Żarach. Swoje obrazy wystawił wówczas Simon Gabor, węgierski malarz, pisałam już zresztą o tym wcześniej. Na ten wernisaż, za sprawą Ferenca Kovacsa, przyjechali także, oprócz rodziców i przyjaciół, władze miasta Gardony, z którego pochodzi artysta. Ferenz umyślił sobie, że to doskonała okazja aby spotkali się przedstawiciele obu miast. I tak się stało. Podpisany został wówczas list intencyjny w sprawie współpracy partnerskiej obu miast. Wystosowane zostało także zaproszenie do wizyty w Gardony władz miasta. Tym sposobem na długi majowy weekend do pięknego, węgierskiego miasteczka przyjechali przedstawiciele Żar oraz żarska orkiestra dęta, która swoimi koncertami uświetniła Festiwal Wina, Palinki, Ryb i Dziczyzny. Ten Festiwal to wielkie święto, podczas którego corocznie zostaje otwarty letni sezon w Gardony. Koncert dętej orkiestry z Żar to nie jedyny polski akcent na tym Festiwalu. Danusia i Wojtek Olender, z którymi  przyjechałam tutaj na indywidualne zaproszenie Ferenca, przywieźli ze sobą obrazy, na których pięknie namalowane zostały Żary. Wystawa tych obrazów wzbudziła wielkie zainteresowanie mieszkańców Gardony. Czy można było piękniej zapromować Polskę?

Wernisaż uświetnił koncert MaciejaWróblewskiego, który zaśpiewał kilka piosenek ze swojej nowej płyty. Festiwal się skończył, wszyscy wyjechali, a my jesteśmy tutaj już 18 dzień. Cudowny, troskliwy gospodarz, jego wspaniali, równie gościnni przyjaciele, wiele atrakcji odkrywanych na każdym kroku, sprawiają, że trudno nam stąd wyjechać. Korzystamy bez umiaru z  kąpieli w gorących źródłach kąpieliska w  Gardony stanowiących  główną atrakcję tego węgierskiego miasteczka, wykorzystujemy do końca wielkie serce naszego gospodarza, który z uśmiechem spełnia wszystkie nasze marzenia  i każdego dnia mamy wielkie święto! Wyjeżdżamy stąd w sobotę, odwiezie nas Ferenc, który już dawno postanowił zbliżyć do siebie oba kraje. Ferenca odkrywamy wciąż na nowo, inspiruje nas swoimi pomysłami na życie, aktywnością i prawością. Zdaje się, że właśnie dzięki niemu uda mi się….  nie ugrzęznąć w jednym punkcie życia.

Do zobaczenia w Polsce!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

niedziela, 28 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  13 871  

Galerie

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Blog poświęcony aktywnościom zielonogórskiego Deptaka

O mnie

Rita Staniszewska

Statystyki

Odwiedziny: 13871
Wpisy
  • liczba: 50

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl